Loading...

Inny pomysł na Europę.

Ani Polexit, ani Eurokołchoz

 

Stawiani jesteśmy przed fałszywą alternatywą. Każą nam albo wystąpić z Unii Europejskiej (Polexit), albo postępować wraz z postępowymi Europejczykami ku postępowemu superpaństwu. Ma to być w założeniu Eurokołchoz rządzony przez światłych i mądrych, wśród których na pewno nie będzie wybrańców narodu polskiego.

 

Rząd słusznie prawi…

Wiceminister od polityki europejskiej Konrad Szymański zaklinał się 5 stycznia, że Polexit „jest to całkowite science fiction. PiS nigdy nie przyłoży ręki do takiego scenariusza, ponieważ nie rozwiązuje on żadnego problemu, a stwarza nowe”. Przypomniał, że obecnie większość Polaków opowiada się za członkostwem Polski w UE. Dodał: „Będziemy się starali, żeby integracja europejska była komfortowym miejscem dla Polaków”. Słusznie powiedział. Tylko że integracja nie jest tożsama z superpaństwem, a nawet nie jest tożsama z obecną Unią. Dobra Zmiana może oficjalnie grać na unijnym boisku, a nieformalnie szykować demontaż Unii. Zdemontujmy Unię nie demontując tego, co w  integracji podoba się Polakom.

 

…ale wierzy w mrzonki

Obecna ekipa rządząca Polską, podobnie jak np. niemiecka partia AfD,  upomina się powrót do dawnego modelu integracji, być może z pierwszych lat Unii Europejskiej, a być może sprzed Traktatu z Maastricht. Upomina się o coś niemożliwego. Unijna elita nie cofnie się. Europa ma się stać federacją albo nie. Ale główne mocarstwa nie zgodzą się na oddanie władzy nad mniejszymi państwami. Unia równorzędnych partnerów, proponowana przez obecny rząd polski, nie ma dla nich sensu.

Prawdopodobnie naszemu rządowi chodzi o powstrzymanie federalizmu i zachowanie funduszy strukturalnych płynących polskiej szeroko rozumianej „grupy trzymającej władzę”. Kran z funduszami jednak zostanie przykręcony po Brexicie oraz w ramach nowego budżetu UE na lata 2021-2026. Członkostwo w UE w dużej mierze straci sens dla grup dobrze ustawionych przy władzy. To te grupy biorą unijne pieniądze pod pretekstem asfaltowania dróg i budowy wiaduktów. Suchy kranik z funduszami może zatem przybliżyć elity do szarych Europejczyków, którzy nie tylko w Polsce odwracają się od UE.

 

Europejczycy odwracają się od Unii

Z listopadowego sondażu wynika, że liczba eurosceptyków w Polsce wzrosła o 7 procent od czerwca 2016 roku. Gdyby w listopadzie 2017 roku w Polsce odbywało się referendum w sprawie naszego członkostwa w Unii Europejskiej, za pozostaniem w UE zagłosowałoby 54 proc. ankietowanych. Opuścić Unię chciałoby 27 procent badanych. Tylko 49 proc. sympatyków PiS opowiedziałoby się za pozostaniem w UE. Trudno sądzić, aby trend miał się odwrócić w 2018 roku. Inne badania wskazują na większą przewagę zwolenników pozostania w Unii, ale trend spadkowy dotyczy całej Unii i wszędzie narasta niezadowolenie z przywództwa unijnego. Z biurokratycznej czapy.

Rządząca w Polsce ekipa stanie zatem wobec antyunijnego nastawienia własnych wyborców i utrudnień w finansowaniu swoich projektów. Widzimy, że nowy premier już bardzo zabiega o lepsze relacje z eurokratami. Stara się o pieniądze dla nowej elity władzy i samorządów, które wcale nie muszą wpaść w jej ręce. 

 

Europa à la carte

Internetowa strona Unii Europejskiej tłumaczy ideę Europy à la carte jako metodę integracji europejskiej, która pozwala państwom wybierać unijne polityki, jak z jadłospisu. Metoda ta ma służyć budowie Unii różnych prędkości. Unia już dziś ma różne prędkości i zjawisko to musi się nasilić. Mało kto przy tym zauważa, że Europa z jadłospisu nie potrzebuje czapy, czyli wspólnych organów i wspólnego prawa. Premier Mateusz Morawiecki powiedział w grudniowym exposé: „Europa  (…) szuka nowych dróg, nowych idei. Teraz waży się przyszłość projektu europejskiego”. Podsuwam zatem nową ideę. Państwa europejskie mogą suwerennie uzgadniać wspólne korzystanie z osiągnięć integracji europejskiej w drodze porozumień dwustronnych i wielostronnych. Umowy dwustronne są lepsze. Lepiej służą suwerenności stron, zwłaszcza słabych. Cztery swobody wspólnego rynku mogą doskonale funkcjonować bez ograniczania suwerenności państw, bez organów ponadpaństwowych, bez ustawodawstwa unijnego. Wszystkie pożyteczne przepisy prawa unijnego Polska układając się z Wielką Brytanią, Węgrami czy Danią może włączyć jako klauzule do dwustronnych umów.

 

… albo nowy traktat

Jeśli sieć umów dwustronnych jest konstrukcją zbyt skomplikowaną, napiszmy nowy traktat europejski gromadzący te osiągnięcia integracji, które nie kłócą się z pełną suwerennością poszczególnych państw. Prezes Jarosław Kaczyński w czerwcu 2016 roku powiedział, że zleca prawnikowi napisanie nowego traktatu. Świetnie! Ale niestety dodał, że ten traktat miałby powołać wspólną europejską armię. Nie o taki traktat nam chodzi!

Rząd może napisać projekt modelowej umowy między dwoma państwami lub projekt Traktatu Wolnych Narodów. Polski rząd miałby wtedy poważny argument w dalszej polityce europejskie. Projekty takie wypadałoby naszkicować w międzynarodowym gronie eksperckim, nie pod auspicjami rządów.

 

Zacznijmy od Brytyjczyków

Nie da się wykluczyć, że sieć porozumień dwustronnych lub traktat strącający z Europy ideologiczną czapę okaże się jedynym ratunkiem dla pożytecznych składników dorobku wspólnotowego, gdy Brexit pociągnie za sobą kolejne katastrofy na placu budowy europejskiej wieży Babel. Parlament Europejski w Strasburgu świadomie zbudowano w kształcie niedokończonej wieży Babel. Można założyć, że projektant znał los biblijnego pierwowzoru. Europejskiej wieży Babel można oczywiście pozwolić na naturalny zawał z udziałem jednego z naszych sąsiadów. Lecz można ją też rozebrać bezpiecznie, pod kontrolą. W miejscu zaś kosztownej rudery można postawić konstrukcję mniejszą, bezpieczniejszą, przyjazną. Wierzę, że nowe kierownictwo polskiej dyplomacji weźmie tę wizję pod uwagę. Zacząć możemy od rozmów z Brytyjczykami. Oficjalnie rozmawiajmy z nimi jako zawodnik unijnej drużyny. Nieoficjalnie negocjujmy samodzielnie. Dwutorowa polityka Warszawy wobec Brexitu bardzo by poprawiła pozycję Polski w relacjach z Berlinem, Paryżem i unijną centralą. Wbrew przekonaniu polskiej klasy politycznej, publicystów i dyplomatów Polska dysponuje nie wykorzystanymi atutami. Mądre wstawanie z kolan polega na wyłuskaniu atutów i zastosowaniu ich w grze.

Jaki wniosek? Rozmawiajmy nieformalnie z innymi narodami Europy o strząśnięciu unijnej czapy. Sukcesy integracji troskliwie pielęgnujmy, ale już bez Komisji Europejskiej, biurokracji, ideologicznych sądów i – o zgrozo! – wspólnej armii.

---

Jest to leciutko zaktualizowany tekst z tygodnika "Niedziela" (4/2018)

 

 

Tagi: