Loading...

Do konstytucji wpiszmy klauzulę słuszności.

Słusznosć jest juz obecna w polskim prawie. Wpisanie jej do kolejnych nowelizacji kodeksów oraz do konstytucji ułatwiłoby deregulację i nadwątliło nieszczery kult litery prawa narzucany przez sędziów orzekających i tak wedle własnego widzimisię.

 

Rozlega się wołanie o deregulację czyli uchylenie nadmiaru przepisów. Polacy mają też dość skandalicznych wyroków sądów. Trwają podchody, by zmienić konstytucję. Te trzy sprawy są ściśle związane wzajemnie.

 

Prawo wahadła

Mamy za dużo przepisów. Nikt ich nie ogarnia. Są niejasne, splątane, wzajemnie sprzeczne. W dziejach nieraz tak bywało. Wtedy podnosiły się głosy, że należy uchylić nadmiar przepisów oraz dać sędziom władzę rozstrzygania wedle niepisanych zasad sprawiedliwości, słuszności, uczciwości, godziwości, roztropności, należytości, racjonalności, dobrych obyczajów, współżycia społecznego. Gdy sędziowie okazywali się niesprawiedliwi, skorumpowani, głupi i infantylni, wahadło przechylało się w drugą stronę i ustawodawcy wpisywali niepisane zasady do pisanych praw. Tak właśnie stało się na świecie w ostatnich pokoleniach. Mamy zatem w ustawach – tych  generalnych i tych szczegółowych – bardzo dużo pomysłów na naprawianie rzeczywistości ludzkiej. Niektóre pomysły są próbą zapisu fundamentalnych zasad, uprzednio nie zapisanych w prawie stanowionym. Inne są równie koślawą, a nadto skomplikowaną księgą instrukcji, jak radzić sobie z kolejnymi tysiącami problemów coraz bardziej skomplikowanego ponoć życia. Dzienniki ustaw puchną, a sędziowie nadal rozstrzygają po swojemu interpretując prawa, nie zważając na ich rzekomą ścisłość. W ostatnich latach, dzięki Dobrej Zmianie, Polacy nie boją się już głośno mówić, że sędziowie stosują szczegółowe przepisy według własnego mniemania. Ich władzy nie ogranicza wcale drobiazgowość prawa. Można ironicznie rzec, że polscy sędziowie orzekają na podstawie jakiejś słuszności, która im się słuszną wydaje, na podobieństwo orzeczeń angielskich sądów kanclerskich sprzed wieków. Jak to było w Anglii?

 

Słuszność zamiast przepisu

W późnym średniowieczu ludzie mieli dość sztywnych procedur sądowych w ramach prawa pospolitego (common law). Królowie brali więc na siebie rozstrzyganie spraw, które grzęzły w sądach. Potem oddali władzę sądzenia kanclerzom. Kanclerze mieli sądzić wedle słuszności (aequitas, equity), a nie wedle przepisów i poprzednich wyroków w podobnych sprawach. Szybko okazało się, że sądy oparte na słuszności też wymagają jakiegoś prawa i jakiejś wiedzy prawniczej. Począwszy od św. Tomasza Morusa, pół tysiąclecia temu, kanclerze byli już zawsze wykształconymi prawnikami. Po drugie zaś sąd oparty na słuszności orzekając coraz bardziej kierował się zapisanymi maksymami, czyli elastycznymi formułami (Rzymianie zwali je sentencjami) w rodzaju: „Słuszność idzie za prawem”. Akurat tę maksymę cytuję, bo odnosi się ona do związku słuszności z prawem pisanym. Co to jest ta słuszność? Od razu zastrzeżmy, czym nie jest. Nie jest ona prawem naturalnym, nie jest ściśle pojmowaną sprawiedliwością, nie jest widzimisię sędziego lub suwerena.

 

Dzieje słuszności

Starożytni kierowali się stanowionymi prawami, zwykle w naszych oczach drakońskimi. Mogli jednak je łagodzić lub korygować zależnie od okoliczności. Zapamiętajmy słowo okoliczności, bo powróci ono, gdy dojdziemy do polskiego Kodeksu cywilnego. Łagodność, wielkoduszność, życzliwość zwycięzcy lub sędziego Grecy nazywali epieíkeia. Arystoteles – zwany w dawnej Europie po prostu Filozofem – uczynił z tego słowa termin filozoficzny i prawny. Tłumaczymy go konsekwentnie na polski jako słuszność. Arystotelesowa słuszność jest korektą prawa stanowionego, które sobie nie poradziło z trudnym, nietypowym przypadkiem. Wyrok musi w takiej sytuacji odwołać się do bardziej fundamentalnych, ogólniejszych zasad. Tak mniej więcej rozumieli swoją aequitas Rzymianie, a następnie narody języka angielskiego stosując equity. Do dziś w mniejszym lub większym stopniu narody te praktykują equity niezależnie od prawa pospolitego. Equity żywa jest zwłaszcza w Australii. Weźmy bardzo serio australijskie przeświadczenie, że ustawy są pisane na tle prawa generalnego. Że prawo generalne istnieje niezależnie od prawa stanowionego. Prawo jako całość w tej koncepcji ma w sobie zarówno prawo pospolite, jak i słuszność. Jeszcze w 1972 roku australijski stan Nowa Południowa Walia reformując sądownictwo przyjął zasadę, że w razie kolizji prawa pospolitego ze słusznością nadrzędna jest słuszność. Polski prawnik w tym momencie obruszyłby się: „Jak to? Przecież słuszność jest pomocnicza wobec prawa, a nie nadrzędna”. Czy jednak nie stosujemy pomocniczo tego, co bardziej generalne, wręcz nadrzędne? Czy lex generalis, normy ogólnej, nie stosujemy pomocniczo w stosunku do lex specialis, normy szczególnej? Czy konstytucja nie pomaga nam w interpretacji zwykłej ustawy? Dlaczego zatem zasady słuszności nie miałyby pomagać nam w interpretacji konstytucji? Wrócimy do tych pytań.

 

Słuszność w polskim prawie

W polskim kodeksie cywilnym prawodawcy wprowadzili – na razie głównie w przepisach dotyczących agencji – klauzulę względów słuszności. Konstrukcja jest następująca: ktoś może się czegoś domagać, o ile w świetle konkretnych okoliczności (tu powraca wskazane wyżej słowo-klucz) przemawiają za tym względy słuszności. Tak więc pierwotnej oceny, co jest słuszne, dokonuje uczestnik obrotu prawnego, zapewne wraz ze swoim prawnikiem. Potem ich ocena może być poddana refleksji sądu. Ta konstrukcja odpowiada rozpowszechnionej opinii, że słuszność równoznaczna jest z instynktownym poczuciem sprawiedliwości. Cywiliści spierają się, czy względy słuszności lub inne podobne klauzule generalne zawrzeć w kolejnych nowelizacjach. Zwracają uwagę na oczywisty fakt, że uczestnik obrotu prawnego, podobnie jak sędzia, nie musi mieć dobrej wiary, prawego sumienia, dostatecznej dojrzałości i wiedzy. I oto powraca prastary spór. Czy rozstrzygać ma przepis, czy raczej roztropny, uczciwy człowiek. Sporu tego nikt nigdy nie rozstrzygnie, bo i przepis bywa zły, i człowiek też.

Co zatem czynić? Naprawiać prawo i wychowywać mądrych ludzi. Z naciskiem na to drugie. Władza państwowa, skoro istnieje, ma więc za zadanie raczej zapobieganie złu przez zachętę do dobra, niż nieustanne sprzątanie po zniszczeniach czynionych przez zło. Rząd dusz nie jest fikcją. Dyktator mody może dyktować modę na zło albo modę na dobro. Modę na infantylizm albo modę na dojrzałą roztropność.

 

Prawo naturalne

Słuszność nie jest tym samym, co prawo naturalne. Gdy jednak wczytamy się w opisy słuszności – w naszej sprymitywizowanej pruskiej tradycji prawnej oraz w tradycji rzymskiej i anglosaskiej – zauważymy uderzające podobieństwa do opisów tego, co nazywa się prawem naturalnym.

Rozmaite opisy prawa naturalnego mają swoje znane początki w „Antygonie” Sofoklesa z V wieku p.Ch. Bohaterce niepisane nakazy kazały sprzeciwić się decyzji suwerena. Cyceron po czterech wiekach opisywał wieczne, niezmienne prawo zgodne z naturą. Przyglądali się temu prawu stoicy.

W tradycji biblijnej autor opowieści o Abrahamie wkłada mu w usta pytanie: „Czyż Ten, który jest sędzią nad całą ziemią, mógłby postąpić niesprawiedliwie?”. Tekst hebrajski i grecki (Septuaginta) brzmi: „Czyżby sądzący całą ziemię nie uczynił sądu?”. Bóg – jak interpretuje się ten passus z Biblii – sam dobrowolnie związany jest nadrzędnym prawem. W tym duchu młodszy o stulecie od Cycerona św. Paweł dał wykład prawa naturalnego, który stać się miał fundamentem doktryny w cywilizacji stworzonej przez chrześcijaństwo: „Bo gdy poganie, którzy Prawa nie mają, naturalnie czynią to, co Prawo nakazuje, chociaż Prawa nie mają, sami sobie są Prawem. Wykazują oni, że dzieło Prawa zapisane jest w ich sercach, gdy świadectwo im daje ich sumienie, a mianowicie ich myśli na przemian ich oskarżające lub uniewinniające”. Paweł ma na myśli prawo w rozumieniu Starego Testamentu, czyli Prawo Boga; prawo, od którego sam Bóg się nie uchyla. Doktryna ta pozwala badać prawo naturalne, zapisywać je, odwoływać się do niego bez jakichkolwiek religijnych odniesień i założeń. Możemy uznać, że prawo naturalne pochodzi od Boga, od bogów olimpijskich, albo że po prostu wisi w powietrzu.

 

Surogat prawa naturalnego

Wielka rewolucja trwająca od wieków na Zachodzie ma na celu usunięcie starotestamentowych i chrześcijańskich fundamentów cywilizacji. Prawo naturalne rozumiane tak, jak je opisał św. Paweł, dziś w doktrynie organizacji ponadnarodowych, w tym Unii Europejskiej, zastąpione jest koncepcją przyrodzonej godności człowieka. Z tej godności mają zaś wynikać prawa człowieka, wynikać ma prawo ludzkie przeciwstawione prawu naturalnemu kojarzonemu z Bogiem.

Polska konstytucja z 1997 roku jest zlepkiem koncepcji pochodzących z różnych tradycji i szkół. Na pewno jednak nie odwołuje się do prawa naturalnego. Być może nie musi. Odwołuje się jednak do doktryny, która zastąpiła prawo naturalne. Do doktryny przyrodzonej godności człowieka, wpisanej do preambuły. W preambule jest też mowa o prawach człowieka łamanych w minionych czasach. W dalszym ciągu konstytucji jej autorzy zadbali, aby nie pojawiło się żadne odniesienie do klauzul ogólnych, nawet do praw człowieka. Mowa tylko o „prawach człowieka i obywatela”. Jest to zbitka terminologiczna, która nie występuje w XX-wiecznych aktach międzynarodowych, a pochodzi z prawodawstwa Rewolucji Francuskiej 1789 roku. Można rzec, że otwiera konstytucję na terror i zniszczenia absurdalnej rewolucji.

 

Słuszność w konstytucji

Trwała konstytucja dla Polski nie może zapewne powstać w obecnych warunkach ograniczonej suwerenności. Prawnik powie, że państwo albo ma suwerenność, albo jej nie ma. Badacz polityki i społeczeństw powie, że suwerenność bywa mniejsza lub większa. W Unii Europejskiej jednak obydwaj muszą przyznać, że suwerenność państw jest niepełna, skoro nawet dokumenty organów Unii mówią o „suwerenności dzielonej”. Polska nie jest suwerenna w znaczeniu kojarzonym z Traktatem Westfalskim i definicją Emera de Vattela, na której oparta jest Deklaracja Niepodległości USA.

Dobra, nowa konstytucja może być jednym z narzędzi odzyskiwania suwerenności, o ile otworzy się takie okno możliwości. Może ona też trwale utwierdzić zdrową równowagę między prawem pisanym, stanowionym, pozytywnym oraz prawem, które istnieje niezależnie od ustawodawcy. Między ustanowionym przepisem i zapisem prawa, którego nikt nie ustanawiał. Prawa, które poznajemy i staramy się zrozumieć. Prawa po trosze rozpoznawanego nawet przez niedorozwinięte lub zepsute sumienie.

Wpisanie do nowej konstytucji otwartości na prawo naturalne na pewno wymaga debaty. W niniejszym tekście chcę zaproponować coś, co powinno wzbudzić mniej protestów. Proponuję wpisać do konstytucji klauzulę słuszności. Jest już obecna w polskim prawie. Nie kłóci się z koncepcją pierwszeństwa prawa stanowionego. Zastosowanie klauzuli słuszności zmniejszy nacisk na regulowanie wszystkiego, skoro o wielu sprawach może decydować mądrość sądu. Ułatwi uchylenie niepotrzebnych przepisów. Porozmawiajmy o tym. Kilka wstępnych myśli zawierają powyższe akapity.

Tagi: